W kwestii aspergera
Zawsze mnie trochę drażni, gdy dorosłe geeki próbują tłumaczyć specyfikę swojego zachowania tym, że mają aspergera. Mam wtedy wrażenie, jakby ktoś na siłę próbował z siebie (i przy okazji trochę ze mnie) zrobić inwalidę. Ale żeby nie wprowadzać zamieszania, najpierw trzy rzeczy, których nie twierdzę.
- Nie twierdzę, że nie występuje spory rozstrzał w charakterach poszczególnych ludzi oparty o ich genetykę. Wręcz przeciwnie, co można łatwo zaobserwować patrząc na różnice w zachowaniach małych dzieci.
- Zwłaszcza nie twierdzę, że nie można urodzić się z autyzmem.
- Nie twierdzę także, że konkretny zespół cech introwertyczno-aspołecznych nie zasługuje na ometkowanie.
W ogóle mam zdecydowanie mniejszy problem z tego typu etykietami w stosunku do dzieci, ponieważ mają one to do siebie, że z definicji nie są wybitnie samoświadome i nie są za bardzo w stanie same rozwiązywać problemów z własnymi cechami osobowościowymi. Także dobrze zdefiniowane „widełki” diagnostyczne wraz z sensownymi zaleceniami jak sobie w takich przypadkach radzić mogą poprawić życie sporej ilości ludzi.
Problem mam z dorosłymi ludźmi, którzy sądzą, że „mam aspergera” to jest dobra wymówka dla swoich (sporych) braków w umiejętnościach interakcjonowania z resztą populacji. Nie jest. I zwracam uwagę na użycie słowa wymówka.
Najważniejsza sprawa – gdybyś był pełnym autystykiem, któremu bardzo łatwo się przegrzewa mózg od nadmiaru sygnałów na wejściu, to byłoby to dla wszystkich bardzo oczywiste. Nie jesteś. Analogicznie nie masz zespołu Downa, ani innego problemu rzeczywiście generującego u ciebie jakieś większe patologie w mózgu.
Jesteś człowiekiem jak najbardziej zdolnym do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, a na ile płynnie, to już zależy od ciebie. W szczególności należysz do tego samego gatunku, co my wszyscy i nikt ci nie wyciął części mózgu odpowiedzialnej za empatię, czy umiejętności społeczne. Obie te rzeczy ewoluowały u ciebie i twoich ssaczych przodków przez setki milionów lat i musiałoby być z tobą naprawdę mocno coś nie tak, żebyś był ich bardzo pozbawiony.
Oczywiście nie twierdzę, że ta funkcjonalność nie jest u ciebie zdecydowanie gorzej działająca, niż u większości społeczeństwa. Nie uciekniemy tutaj od krzywej Gaussa. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie – czy zdarzyło ci się kiedyś bawić z psem? Tak, psem, cztery nogi, ogon, szczeka, pierdzi w nieodpowiednich sytuacjach. Można z nim się np. poprzeciągać jakimś kawałkiem szmaty, porzucać mu piłkę, albo pobiegać razem. Zastanów się chwilę nad tym, jak obce, inne jest to stworzenie. Nie za duże, kudłate, ustalmy, że nie grzeszące przesadną inteligencją. No nie pogadasz. Ale jednocześnie ty, homo sapiens ze swoim Platonem i tysiącami lat cywilizacji, jesteś w stanie współdzielić z takim małym tępym pchlarzem coś tak abstrakcyjnego, jak zabawa.
Nie jesteś więc pozbawiony empatii, po prostu nigdy u ciebie za dobrze z nią było, takoż z umiejętnością funkcjonowania w grupie. I genetyka cię tu skrzywdziła podwójnie, bo gdy przez te wszystkie lata młodości twoi rówieśnicy trenowali się w kontaktach towarzyskich, to ty albo nie miałeś dostępu do żadnych grup, albo, jeśli jednak miałeś, to za bardzo nie czaiłeś co się właściwie dzieje, co ci ludzie robią i po co.
Ale w pewnym momencie to się zmieniło, co nie? Skądś się dowiedziałeś co to jest introwertyk, jaka jest definicja empatii, czym się charakteryzuje zespół aspergera i że o dynamice grupowej jest dostępna tona materiałów. Ten kluczowy składnik, czyli podstawa teoretyczna do tych wszystkich zachowań, których nigdy nie byłeś w stanie zrozumieć, okazał się być na wyciągnięcie ręki. Nic tylko czytać, słuchać, oglądać, a później trenować, trenować, trenować. Zrobiłeś to?
Niedawno znajoma (zaliczająca się raczej do „normalsów”) zasugerowała mi, że dostęp do „podręczników” swoją drogą, ale kogoś mógł po prostu ominąć „kop motywacyjny”, żeby się na poważnie z tymi rzeczami posiłować. Fakt, ale jeśli jesteś takim człowiekiem, to proszę nie tłumacz się publicznie aspergerem. Absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś w wieku lat dwudziestu paru zaczął nadrabiać zaległości „z młodości”. I jakakolwiek jest twoja opinia na temat własnego „uspołecznienia”, to zapewniam cię, że jest ona niepełna. O swoich rzeczywistych mocnych stronach i ograniczeniach w temacie kontaktów z innymi ludźmi jesteś się w stanie przekonać dopiero, gdy nauczysz się z ludźmi dogadywać na jakimś sensownym poziomie. Bo, bądźmy szczerzy, jak na razie przeszedłeś przez życie prawie zupełnie tego unikając.
P.S.
Wujek Dobra Rada radzi, że najważniejszym pasywnym źródłem informacji jest szeroko pojęta kultura. W końcu o to w niej chodzi, żeby skutecznie uchwytywać „esencję” bycia człowiekiem. W szczególności:
- Książki, byle dobre. Tak (popularno)naukowe, jak i beletrystyka. Osobiście już zawsze będę miał spory sentyment do „Mówcy umarłych” Carda.
- Seriale, byle dobre. Ostatnia dekada-półtorej zaowocowała naprawdę sporym podwyższeniem poprzeczki w kwestii nie drewnianego ukazywania bohaterów. Bodajże na gieplusie parę miesięcy temu czytałem, że ktoś sobie, już dorosłym będąc, „przetrawił” liceum przy pomocy „Buffy”. Można i tak.
- Wujek mmazur i papcio Alex radzą, by czytać blogi. Byle dobre.
- Co tam kto tam lubi. Byle dobre. Hint: komedie romantyczne to nie jest dobry wzorzec relacji damsko-męskich. Takoż redtube.
Oczywiście teoria, nawet bardzo dobrze napisana i/lub zagrana, nigdy nie zastąpi praktyki. No i są to rozkminki na długie miesiące i lata. Delayed gratification i stfu (znaczy więcej słuchania, niż gadania) kluczami do sukcesu.
Update: ktoś napisał dłuższą krytykę, a że się automatycznie nie zalinkowało w komentarzach, to ręcznie wrzucam. Niestety człek nie jest polskojęzyczny, więc musiał się opierać o google translate.
24 III 2012 o 08:06
Nie spotkałem się nigdy z czymś takim.
O ile pamiętam "Aspnger". to łagodna odmiana autyzmu.
I najważniejsze: czemu to jest wpis "techniczny"?
24 III 2012 o 09:21
Kurcze czytam dużo raczej dobrej literatury łącznie z prawie wszystkim co napisał Card i dalej jestem aspołecznym stworem o EQ bliskim zeru którego żona do Dr. House porównuje :). Czasami nawet chciałbym coś z tym zrobić ale nie ogarniam :P
ale jak znasz jakies ciekawe pozycje traktujące o temacie to poproszę.
24 III 2012 o 09:23
Pomijam bezsens tłumaczenia każdej odmienności aspargerem (TBH, nie spotkałem, jakaś hipsteria OSLT?), ale...
Jasne, można trenować, ba, wiele rzeczy daje się wytrenować, ale trzeba chcieć i widzieć w tym sens. Czy da się wytrenować nieodstające zachowanie w stosunku do zgromadzenia radia Rydzyka? Albo w stosunku do zgromadzenia do noszących stroje sportowe miłośników solarium? Pewnie można, ale czy jest sens?
Problem nie jest do końca wydumany. Zaburzenia empatii istnieją, autyzm może mieć różne objawy i natężenia. Może być źle klasyfikowany (wszystko może być tłumaczone aspargerem przez ludzi, o których piszesz), ale polecam lekturę tego wpisu o autyzmie i konferencjach i okolicznych linków.
I - chyba najważniejsze - ludzie są różni, nie każdy jest jak Ty. Oczywiście, są ludzie, którzy potrafią funkcjonować w różnych środowiskach. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej. Nie każdy musi chcieć się uczyć. A pomysł protezy w stylu seriale+blogi jest mocno karkołomny i IMHO daje tylko złudzenie normalności.
24 III 2012 o 10:07
Problem nieco powiązany: powyżej mojego komentarza są trzy, z których dwa zawierają słowo "Asperger" napisane błędnie, z czego jeden dwukrotnie.
Jestem niemal gotów się założyć, że gdybym po poprzednim zdaniu zakończył komentarz, dostałbym parę oburzonych odpowiedzi, że dysleksja/dysgrafia/dysortografia i oni nie potrafią inaczej.
A mnie wkurzają ludzie, którzy genetyką tłumaczą niechlujstwo. Zwłaszcza, że znam człowieka, który ma zdiagnozowaną dysortografię i pisze praktycznie bez błędów; ba, pracuje jako tłumacz literatury zarówno technicznej, jak i beletrystycznej.
24 III 2012 o 10:21
@Szymon: Racja, to jest przez "e", nie przez "a". Mój błąd, raczej zapamiętam, dzięki. Dys* nie mam (i nigdy nie twierdziłem, że mam). I nie sądzę, by problem był powiązany.
OTOH Ostatnio w CV różnych ludzi widzę masę litrówek.
24 III 2012 o 10:54
Mmazur, a jak czytanie OSC ma czegoś nauczyć geeka, który nie wie czego ma się dopatrywać w książce? Dasz takiemu "Speaker of the dead" to przeczyta i stwierdzi, że tam nic nie ma i prawie nic się nie działo. I jak to ma działać?
Cyfrowe przetwarzanie sygnałów jest fajne i można się go nauczyć z książki. Ale daj książkę osobie, która nie zna ułamków i potęgowania, nie widziała liczb zespolonych... nauczy się z tej książki czy zmarnuje czas i się sfrutstruje?
24 III 2012 o 12:37
@Sigvatr
A mi by temat nie przyszedł do głowy (zwłaszcza, że iirc dłuższy czas temu też o tym pisałem), gdybym parę dni temu nie uczestniczył w spotkaniu, gdzie połowa obecnych była geekami, a połowa nie. I przy omawianiu różnic w podejściu do wykonywanej pracy popularność aspergera u geeków (i jej konsekwencje w zachowaniu) była jednym z podnoszonych argumentów.
@mrt
Skoro masz żonę, to taka kompletna noga z emocji raczej być nie możesz. :) Ja się przez ostatnie parę lat nauczyłem, że to nie jest tak, że nie jestem w stanie określić czyjegoś (np. żoninego) stanu emocjonalnego i zareagować odpowiednio. Jestem, ale często nie za pierwszym razem i mam sporą szansę niepoprawnie zareagować. Także wiem, że jeśli mam pierwszy raz styczność z jakimś typem sytuacji, to żeby nie oczekiwać od siebie zbyt wiele. :) (Oczywiście z żoną jestem już parę lat, więc te interakcje mamy na szczęście raczej dopracowane.)
Co do sugestii, to jakoś mam wrażenie, że to jest bardziej rozmowa na prywatnie, bo cholera wie co komu podejdzie. Iirc np. papcio Alex był bardzo zajarany zawartością książki „What should I do with my life" Po Bronsona, gdzie każdy rozdział opisuje jakiegoś człowieka (ale on, jako pisarz, może mieć skrzywienie na kopalnie potencjalnych fabuł). Ja to z kolei czytałem dwukrotnie i właściwie nic nie pamiętam.
@rozie
Trzeba widzieć sens w trenowaniu czegoś nowego, przy czym jeśli nie widzisz, to szczerym wytłumaczeniem dlaczego twoja interakcja z grupą nie jest najwyższych lotów powinna brzmieć „bo mi nie zależy, żeby ją poprawić” (aka „mam w dupie jak mnie odbieracie, nie mam zamiaru się wysilać, by to zmienić”). Przeczytałem jeden z pierwszych tekstów podlinkowanych w tym, co podałeś i jest tam opis kobiety, która ma rzeczywiście pełny autyzm, nawet jeśli nauczyła się z nim żyć. Tzn. za młodu miała ataki szajby tylko dlatego, że została przestymulowana, a teraz robi bardzo dużo rzeczy, żeby ograniczać sygnały na wejściu. Mam mocne podejrzenia, że statystyczny nerd raczej nigdy nie miał tego typu doświadczeń z młodości. (Przez co mi się odpala czerwone światło, jak ktoś taki twierdzi, że ma „coś ze spektrum autyzmu”.)
Explicite w ostatnim akapicie napisałem, że to nie ma niczego zastępować. Natomiast koncepcja, że (dobra) kultura poszerza horyzonty intelektualne i emocjonalne, to zasadniczo nie jest mój pomysł.
@zdz
Odnośnie Carda – ja „Mówcę umarłych” pamiętam jako książkę, która mi uświadomiła, że ludzie są w stanie wyczuwać stany emocjonalne innych, że te stany emocjonalne są nieracjonalne, ale że nie biorą się z powietrza, tzn. są indukowane konkretnymi czynnikami zewnętrznymi zgodnie z jakąś tam wewnętrzną logiką. Dla mnie było to trochę jak zajarzenie jak działa jakaś obca cywilizacja. (Analogicznie „Gra Endera” i dynamika interakcji grupowych do kupy z „prymitywnością” zachowań dzieci.)
W szerszym kontekście – praktycznie wszystkiego da się nauczyć „z książek”, pod warunkiem, że sumiennie „wykonujesz ćwiczenia”. ;) Oczywiście zdecydowanie łatwiej jest, gdy ktoś (preferowalnie rodzic za młodu) zajmuje się takimi rzeczami za ciebie.
24 III 2012 o 14:40
Zanim zaczniecie się nad sobą użalać, obejrzyjcie "Potęga introwertyków" na TED.com (src: wykop). Bardzo fajna prezentacja wyjaśniająca, dlaczego bycie introwertykiem jest lepsze niż bycie ekstrewertykiem. :P
A o co chodzi z tym Mówcą Umarłych? Ktoś w sieci polecał Gry Endera, więc sobie przeczytałem (wcześniej link leżakował w del.icio.us przez 3 lata!). Książka nie jest zła, ale poraził mnie brak dynamiki akcji. Wszystko przypominało wywietrzonego schabowego. Pomimo tego chciałem dowiedzieć się co dalej, sięgnąłem do noty wydawcy o Mówcy umarłych i poczytałem opinie. I opinie na biblionetce były takie, że druga część jest znacznie słabsza od pierwszej (a Scott Card Orson napisał przecież aż 6 części tegoż). @Mmazur, czy "Mówca..." nie jest przypadkiem powieścią-użalaniem się nad problemami egzystencjalnymi?
24 III 2012 o 14:47
Budowanie social skilla na książkach dla nerdów(s-f) to chyba słaby pomysł.
24 III 2012 o 17:10
No to taki żart:
"Przez tyle lat myślałem, że moja żona ma Aspergera. Okazało się, że naprawdę chce, żebym wypierd*lał..."
24 III 2012 o 20:55
@mmazur: nie wykluczone, że trafiłeś na jakiś zjazd ludzi cierpiących na Aspergera.
@Andrzej: autorzy takich książek wcale nie muszą być przecież antyspołeczni.
24 III 2012 o 22:03
@Sigvatr
Nie, to było spotkanie robocze, gdzie grupa nerdów z mniej-więcej równoważną liczebnościowo grupą „humanów” próbowała robić coś pożytecznego społecznie. Znaczy nerdy były, prawie że z definicji, z gatunku tych bardziej ucywilizowanych.
@quest
Jej książkę czytałem, o jakieś 1/3 przegadana, ale nawet ciekawa. Co do Carda i książek w ogóle – co autor zamierzał, a co sobie dany czytelnik z książki wyciągnął, to są dwie różne rzeczy. Obecnie taka książka byłaby dla mnie po prostu lepszą, albo gorszą fabułą. Dla nastoletniego mnie miała zdecydowanie większą przydatność. (Jak ktoś ma ciągoty masochistyczne, to może sobie poczytać teorie Umberto Eco o czytelniku modelowym i reszcie ferajny.)
@andrzej
Zależy jakich i przez kogo pisanych. Żaden gatunek literatury nie uniemożliwia prezentowania ciekawych sytuacji dramatycznych i „realistycznych” zachowań i motywacji bohaterów. SF fakt faktem nie nimi jakoś wybitnie przesycone, ale np. w zakresie wątków antropologicznych taka Le Guin jest jak najbardziej polecana. (Innymi słowy – jeśli zgadzamy się, że SF nadaje się do potencjalnie pouczających spekulacji o przyszłości nauki, społeczeństwa, etc., to literatura w ogóle może to samo robić z pojedynczymi ludźmi i ich interakcjami w grupach.)
24 III 2012 o 23:52
@rozie
"problem powiązany" odnosiło się do tego, że są ludzie, którzy na zwrócenie im uwagi na coś reagują oburzeniem, że tacy już są, tacy się urodzili, nic z tym zrobić nie moga itd. itp. Czy będzie to dysortografia, czy Asperger, czy ADHD - to drugorzędne, chodziło mi o ogólny mechanizm, ten sam, który mmazur krytykuje u rzekomych aspergeryków.
25 III 2012 o 11:20
BTW: wciąż nikt mi nie odpowiedział, czemu to jest wpis "techniczny".
25 III 2012 o 11:49
@Sigvatr: Bo dotyczy nerdów, zapewne. I ma być swoistym howto. Oraz: różne rzeczy dla różnych ludzi są "techniczne", kategoria jak każda inna.
26 III 2012 o 11:32
Geeki kojarzą Aspergera z Housem i uważają, że to jest super, tak jak ludzie, którzy przeklinają próbują sobie "wmówić" Tourette'a. Trochę żenujące.
I w sumie też nie spotkałem geeków/nerdów, którzy wmawiali by mi/sobie, że mają ZA. Może to w Warszawie taka moda.
26 III 2012 o 11:47
Z Housem?
A nie bardziej z "wybitną" hakerką z "Millenium" i wszyscy chcą być jak ona?
26 III 2012 o 17:23
@rozie: Wpisy techniczne to szczególna kategoria, ale widzę, że to fakt zapomniany.
@lemiel: a ona miała AZ? Jakoś mi to umknęło podczas filmu.
26 III 2012 o 20:35
@Sigvatr: Niekoniecznie od razu zapomniany. I nie dramatyzuj. Taaaki zalew wpisów technicznych, że faktycznie bardzo przeszkadza. ;-)
Z bardziej znanych ludzi z zespołem Aspergera - Hans Reiser.
27 III 2012 o 18:57
@Sigvatr: filmu??? o_O
27 III 2012 o 20:46
@Sigvatr: no właśnie o to chodzi, że ludzie nie wiedzą co do tego przypisać, skoro to tam wylądowało i nikt nie protestuje. Innymi słowy: ironizowałem.
@lemiel: no książki jeszcze nie czytałem, ale mam ją już zakolejkowaną.
30 III 2012 o 23:20
Jesteś chory? Jak bardzo?
Na kanwie notki, do której mnie doprowadzono komentarzem, o tutaj, chciałam zadać jakże wybitne, jedyne w swoim rodzaju, oryginalne i pełne polotu pytanie: gdyby, zamiast osławionego zespołu Aspergera, często samochwalczej aspołeczności, c[...]
24 IV 2012 o 02:01
Zabawne, że ani House ani Salander aspergerykami nie są.