Kindle i obchodzenie zabezpieczeń Babci Jagódki

Komentarz, 2014: ten wpis jest mocno zdezaktualizowany. Polecam pogooglać za nowszymi i łatwiejszymi instrukcjami.

Zachciało mi się przetestować polskie książki na Kindlu. Wybór padł na "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny" via Empik. Parę dni temu skończyłem (papierowe) "Wody głębokie jak niebo" i się zastanawiałem, czy autorka pisze też może rzeczy po których człowiek nie ma się ochoty pochlastać (no i skusiła mnie cena, raptem 16zł za książkę :).

Werdykt

Książka sympatyczna. Ale sam proces kupowania... rany boskie. Przez ładnych parę najbliższych lat będzie płacz i zgrzytanie zębami z eczytnikami. Póki twórcy tychże wraz z wydawcami nie pójdą po rozum do głowy, wszyscy będą marudzić, że się eksiążki nie sprzedają. Technologia jest gotowa od dawna, a problem tylko w tym, żeby wydawcy przestali ludziom życie utrudniać.

Przykład mentalności: w Empiku kupuje się format książki, a nie książkę. Jak kupiłem PDF-a, to nie dostanę EPUB-a i vice versa (no chyba że zapłacę po raz drugi).

Empik ➔ Kindle

Dwie uwagi na początek. Po pierwsze przy kolejnych zakupach część z tych kroków jest do ominięcia (bo oprogramowanie już zainstalowane i skonfigurowane). Po drugie w dobrej sytuacji są użytkownicy Windowsów i Maców, bo nie potrzebują maszyny wirtualnej/drugiego komputera.

No to do dzieła:

  1. Kupić wybraną książkę w Empiku, przy założeniu, że akurat jest wersja w EPUB-ie (nie dla wszystkiego jest).
  2. Poczekać 5-10 minut, aż platnosci.pl powie Empikowi, że zapłaciłem za zakup.
  3. Ściągnąć jakiś dziwny plik, który wcale nie jest książką.
  4. Zarejestrować się na stronie Adobe.
  5. Stwierdzić, że oprogramowanie do DRM-ów nie działa na Linuksie.
  6. Odpalić maszynę wirtualną z Windowsem. (Update: w komentarzach są informacje, że nie trzeba, można użyć Wine'a.)
  7. Zainstalować Flasha, po czym zainstalować tę platformę DRM-owo-ebookową od Adobe.
  8. Odpalić ten ściągnięty z Empiku plik. Odpali się platforma ebookowa, która każe się zalogować loginem Adobe'owym, po czym fizycznie ściągnie z serwerów Adobe kupioną przeze mnie książkę i pozwoli mi przeglądać jakimś wbudowanym czytnikiem.
  9. Kliknąć na właściwości tejże książki, żeby znaleźć lokalizację fizycznego pliku na dysku (gdzieś w Moich Dokumentach bodajże).
  10. Zainstalować Pythona 2.7 oraz moduł PyCrypto do niego.
  11. Ściągnąć ten skrypt i odpalić go raz, żeby zassał z serwerów Adobe przypisany nam klucz szyfrujący (czy coś takiego) i zapisał go do pliku. (Uwaga: to nie zadziała, jeśli nie zalogowaliśmy się wcześniej w tym Adobe'owym programie do czytania ebooków.)
  12. Ściągnąć ten skrypt, wskazać mu klucz szyfrujący z poprzedniego punktu oraz plik EPUB (punkt dziewiąty), który chcemy rozszyfrować.
  13. Już rozszyfrowany plik EPUB wrzucić do Calibre, skonwertować do formatu MOBI i wrzucić na Kindla.

I teraz, żeby było jasne -- przeprowadzenie powyższego procesu, po tym jak już udało mi się dogooglać do odpowiednich informacji oraz poinstalować co trzeba, to nie jest dla mnie jakiś specjalny problem i jak najbardziej mam zamiar w przyszłości kupować w ten sposób książki, zwłaszcza, że najpierw mogę sobie łatwo pobrać ich fragmenty i sprawdzić, czy mam ochotę to czytać (przy założeniu, że fragment nie jest akurat w PDF-ie...).

Ale kurwa mać, ja pierdolę, serio? Ale psia kość, motyla noga, serio? Tak to ma wyglądać? Jeśli nie mam zamiaru wydawać pieniędzy na kupienie kolejnego czytnika, markowanego przez Empik (podobno jest w przygotowaniu), to proces kupowania książek ma u mnie wyglądać jak z ery krzemu łupanego?

Mój Kindle ma przeglądarkę i WiFi, co oznacza, że jeśli ktoś przygotuje odpowiednio zoptymalizowany serwis WWW (z od razu skonwertowanymi do MOBI książkami), to mogę od niego kupować i pobierać książki bezpośrednio ze swojego czytnika. I stworzyć taki serwis może ktokolwiek, nie musi wcale być Amazonem. A ponieważ czytniki to nie święta krowa, więc docelowo wszystkie będą miały tę samą funkcjonalność. I wtedy tylko od upartości decydentów będzie zależeć, czy każdy będzie mógł w łatwy sposób kupować wszędzie, czy też nadal będzie podtrzymywana szopka sztucznych ograniczeń.

Aspekt prawny

Tak się zacząłem zastanawiać, czy istnieje w Polsce ktoś, kto mógłby mi przysłać maila z żądaniem zdjęcia powyższego opisu, jako ułatwiającego ludziom "łamanie prawa". Albo chciał mnie pozwać za to, że majstrowałem przy kupionej przez siebie eksiążce. Po kolei:

  • W książce jest napisane, że copyrighty ma Anna Brzezińska (autorka) oraz wydawnictwo Runa. Dodatkowo konwersja do formatu EPUB została przeprowadzona przez Virtualo Sp. z o.o..
  • Może coś przeoczyłem (ah, ten odruch klikania "Zgadzam się" przy jakichkolwiek licencjach), ale nie kojarzę, żebym podczas kupna był przez Empik pytany o zgodę na objęcie tej książki jakąś konkretną licencją.
  • "Fizycznie" system zabezpieczeń przeciw kopiowaniu, który obszedłem, jest własnością Adobe, która jest firmą amerykańską. I pewnie gdybym miał pecha znaleźć się w USA, to bym został na lotnisku przymknięty na okoliczność łamania DMCA. No ale w polskim prawodawstwie to, co zrobiłem, o ile mi wiadomo nielegalne nie jest, o ile podczas zakupu nie zgodziłem się przestrzegać warunków konkretnej (zgodnej z polskim prawem) licencji, która by mi takich czynów zabraniała. A afair na nic takiego się nie zgadzałem.

Eh, jedna niewinna (?) Babcia Jagódka, a tyle zamieszania!

  1. 1. Jajcuś

    No i znowu… DRM, który nie działa (w końcu zdjąłeś zabezpieczenie), a tylko utrudnia ludziom życie. Empik za to musiał ekstra zapłacić, Amazon pewnie też, grono klientów sobie ograniczyli a część z tych którzy się przypadkiem do tego grona załapali, musi kombinować… absurd… znany od lat, i ciągnięty z każdym kolejnym medium…
    W sumie, chyba tylko audiobooki ta paranoja w większości ominęła, bo zanim stały się popularne, to „przemysł audio” się poddał i przerzucił na bezDRMowe media…

  2. 2. fixxxer

    Wystarczy przejść na stronę http://www.empik.com/ebooki-w-empiku/ zobaczyć hasło "czytanie nigdy nie było tak proste!", a pod spodem sześć zakładek z wyjaśnieniami o jakichś AdobeID, żeby umrzeć ze śmiechu. :)

  3. 3. mmazur

    Hehehe, good point :)

  4. 4. mcv

    No cóż. Producenci dają DRM-y jako dodatkowy atut do przekonania wydawcy. Zwykle bardziej się opłaca dać DRM-a niż nie dać, jeśli trzeba wydawcę przekonać. Jeśli konkurencja ma, a my nie, to nas nie wybiorą.

    Wydawca, znaczy się osoba decyzyjna, się nie zna, albo zna się pobieżnie, coś mu się tam wydaje, gdzieś tam usłyszał, ktoś mu tam trochę wytłumaczył, whatever, ale wybiera platformę, która obsługuje DRM-y, bo podobno nie da się piracić. No to wybiera. Cała magia.

    Jakby o wszystkim decydowali programiści to z pewnością inaczej by to wyglądało. ;-)

  5. 5. mcv

    Acha, jako że sam mam Kindle'a, to pozwoliłem sobie na zrobienie kopii cyfrowej tejże strony na nośniku elektronicznym, na wypadek gdybyś, drogi Autorze, dostał list elektroniczny z Żądaniem.

  6. 6. Jajcuś

    No, ja w sumie miałem okazję trochę to poznać od strony wydawcy… i wydawca też tego DRMu nie chciał (dla nich też to upierdliwość straszna – pomyślcie o wsparciu technicznym dla klientów), ale właściciele praw autorskich (autorzy lub wydawcy „papierowi”) naciskali – bo jak „ktoś wyda niezabezpieczone, to będzie piracone”. Oczywiście mimo tych DRMów zaraz w torrentach były te ebooki…

  7. 7. Zal

    Czy oni nie mają świadomości tego, że większość książek można obecnie pobrać w wersji cyfrowej stworzonej przez upartych ludzi ze skanerami i programami typu OCR? Ba! Jak ktoś nie wymaga spisu treści z hiperlinkami i przymknie oko na literówki, które nie zdarzają się częściej, niż w tradycyjnych książkach, to nie będzie narzekać na "kradzione" (prawo autorskie narusza publikujący taką książkę bez zgody właściciela praw, czytelnik korzysta z dozwolonego użytku osobistego -- etyka takiego działania to odrębny problem) książki.

    Coś mi się zdaje, że ktoś tu jednak nie chce upowszechnienia się czytników w formie podobnej do Kindle. Zbyt wygodne i skuteczne. Może zaczyna być on dla wydawców książek tym samym, co nagrywarka CD/DVD dla przemysłu muzycznego? Przed pojawieniem się e-ink trudno było powiedzieć, aby czytanie z ekranu mogło być alternatywą dla papierowej książki.

  8. 8. mrk

    Dodam, że cały proces można przeprowadzić bez problemu używając WINE (przynajmniej na Ubuntu 10.04)

  9. 9. nbert

    usuwanie zabezpieczeń DRM w świetle polskiego prawa... no poczytaj sobie u Vagli na przykład.

  10. 10. Jajcuś

    @nbert: używanie komputera w świetle polskiego prawa… no poczytaj sobie u Vagli na przykład. ;-)

  11. 11. torero

    Uch, dziękuję, postoję. Kodama u Zala trafiła stuprocentowo, z Was to naprawdę gadżeciarze.

  12. 12. wariat

    Dzięki za manual. Od kilku tygodni próbuję napisać to samo, z tymże w miejscu gdzie Ty maszyna wirtualna chciałem (chcę) użyć wine. Zrobiłem kilka szybkich eksperymentów wczoraj i myślę, że się uda.
    Czytnika jeszcze nie mam, ale ponieważ nie mam też windowsów a zakup czytnika planuję uznałem, że najbezpieczniej będzie najpierw sprawdzić czy da się wyleczyć plik. Teraz już wiem, że się da :)

  13. 13. Marsjanin

     Przykład mentalności: w Empiku kupuje się format książki, a nie książkę. Jak kupiłem PDF-a, to nie dostanę EPUB-a i vice versa (no chyba że zapłacę po raz drugi).

    Wiesz, jak chcesz kupić dwa papierowe egzemplarze to też musisz zapłacić za oba. I na nic targowanie się, że przy cenie 40 zł za książkę, Ty za drugą chcesz zapłacić 15 (cena produkcji od tartaku do drukarni), a autor i wydawca już swoje (Twoje) pozostałe 25 zł dostali. Chcesz mieć drugi papierowy egzemplarz płacąc tylko raz, musisz książkę skserować i ewentualnie tę kserówkę oprawić. Kupując dane w jednym formacie, musisz je samemu przekonwertować na inny. Jak ja kupiłem CD, to nie szedłem potm do sklepu z paragonem i reklamacją / prośbą, żeby mi skopiowali na mój grajek MP3, tylko skonwertowałem sam. Gdyby nie było można albo bym nie potrafił, ściągnąłbym z netu. Gdyby jedyna strona z tą muzyką była płatna – zapłaciłbym drugi raz, plując sobie w brodę, że na przyszłość kupię pliki MP3 właśnie, bo są przydatniejsze niż płyta CD i w razie potrzeby sam skonwertuję w drugą stronę.

    PS. Tak, przekomarzam się tylko, patrząc od strony różnych ślepych ZAikS-ów itp., bo nowoczesności ten tryb myślenia niestety nie przypomina. :P

  14. 14. Jajcuś

    @Marsjanin: w Muzodajni jak kupię piosenkę w MP3, to mogę ją ściągnąć potem jeszcze raz, i jeszcze raz, i w WMA, i w MP4. Wiele sklepów z elektronicznymi utworami tak działa…
    Z drugiej strony… PDF czy EPUB to może być nie tylko kwestia konwersji, ale i redakcji – wydaje mi się, że porządny PDF nie da po konwersji porządnego EPUB i vice versa (inna sprawa że oba powinno się dać wygenerować z odpowiedniego materiału źródłowego).

  15. 15. wariat

    A może po prostu jest tak, że sprzedawca płaci per sztuka adobiemu za zakażenie egzemplarza DRMosis Adobensis dla konkretnego użyszkodnika. Jeśli więc użyszkodnik kupił egzemplarz w PDF to ten jest dla niego generowany, sklep przesyła plik z linkiem, a zaszyfrowana książka ląduje w składnicy Adobiego w wybranym przy zakupie formacie. Nie jest to chyba scenariusz niemożliwy (mimo, że ja tu gdybam co jest chyba dla wszystkich oczywiste).

  16. 16. Marsjanin

    Vide więc drugi mój akapit. Pewnie, że gdyby zmienić myślenie to byłoby najlepiej, no ale niestety niektórzy są na takie zabiegi odporni i długo będzie, jak jest. Kra, kra!

  17. 17. Darek-

    Skąd bierzecie ten "serwer Adobiego" do treści książek?
    Treść się ściaga od dostawcy, tylko klucze krążą przez Adobiego (hint: <src>http://adobe.virtualo.pl/media/xxx.epub</src> - zresztą dedyk w OVH).

  18. 18. wariat

    Tak, książkę pobiera się z „księgarni” co nie zmienia faktu, że być może (pisałem, że sobie gdybam) konieczność 2 krotnego zakupu jeśli chce się mieć dwa formaty wiąże się jakoś z tym, że adobe musiał podpisać dwie paczki w takim wypadku (za co wykasował sklep).

  19. 19. Mori

    To ja tak nieskromnie zaproponuję nasz własny przewodnik po DRM (bo na ADEPTcie od Adobe dla ePUBów świat się nie kończy :P): http://www.eksiazki.org/2010/06/22/systemy-drm-przeglad/

  20. 20. rozie

    @Marsjanin: Ale cała argumentacja nt. copyrightów na dzieła niematerialne rozbija się właśnie o to, że nie płacisz za nośnik, tylko za "prawo do korzystania z utworu". Jeśli pożyczasz komuś papierową książkę, to sam nie możesz z niej korzystać. Nie możesz wynieść z księgarni książki w taki sposób, by została ona jednocześnie w księgarni. Dlatego przy "uczciwej"[1] wersji DRM powinni dawać dowolny format, z ew. wyłączeniem możliwości jednoczesnego korzystania z obu wersji i z doliczonym (w praktyce pomijalnym) kosztem przesyłu.

    [1] Żadna nie jest uczciwa, ale to inna bajka. Tu przyjmuję DRM jako analog fizycznego nośnika.

  21. 21. jonatankoot

    Dzięki za opisany sposób. Jako posiadacza Kindle'a wkurza mnie sposób postępowania serwisów sprzedających ebooki. Kupuję legalne ebooki, ale uniemożliwianie mi czytania ich na Kindlu z powodu jakichś debilnych założeń sprawia, że muszę się dodatkowo trudzić i zdejmować DRMy, tak jak z książek kupionych z nexto.pl. Dlaczego osoba, która chce kupić niepiracką wersję ebooka ma gorzej od tych, którzy wejdą np. na Chomikuj?

    Inną rzeczą jest poziom cenowy legalnych ebooków, które często są droższe od papierowych odpowiedników. Wystarczy wpisać (prawie) dowolny tytuł w Empiku, żeby to stwierdzić.

    @Mori Tak, wasz przewodnik jest naprawdę niezły :)

    @torero Nie jesteśmy gadżeciarzami, chcemy po prostu czytać książki na eczytniku, nie na ekranie komputera.

  22. 22. goto206

    Ja się co do zasady zgadzam, te zabezpieczenia są bez sensu. Sam kupuję w Virtualo, ale żeby książkę poczytać na telefonie mam zainstalowaną dodatkową aplikację, bo tylko ona działa z Adobe DRM. I to jej jedyna zaleta, bo poza tym każdy inny program jest lepszy. Człowiek czuje się dziwnie, kiedy kupuje jakiś produkt i nie może pozbyć się wrażenia, że dostał go tylko częściowo albo, że ktoś trzyma cały czas ten produkt na sznurku i jak nie podoba mu się jego wykorzystanie to delikatnie pociąga za smyczkę żeby przywrócić nas do porządku.

    Ale tak gwoli ścisłości. Naprawdę nie musisz klikać żadnego "zgadzam się" czy "agree" czy też "w tym miejscu składam podpis krwią młodej dziewicy", żeby być zobowiązanym do przestrzegania prawa autorskiego. W określonych przypadkach (ale bez wnikania w szczegóły podkreślam, że tylko w określonych przypadkach) obchodzenie zabezpieczeń czy nawet pokazywane jak tego dokonać może być traktowane jako naruszenie prawa autorskiego ze wszystkimi tego konsekwencjami.

  23. 23. Marsjanin

    W określonych przypadkach (ale bez wnikania w szczegóły podkreślam, że tylko w określonych przypadkach) obchodzenie zabezpieczeń czy nawet pokazywane jak tego dokonać może być traktowane jako naruszenie prawa autorskiego ze wszystkimi tego konsekwencjami.

    IMHO to takie samo zabezpieczenie jak każde inne. Czyli żadne. Porównałbym to do dziury w Windows, obrazowo jakiejś prostej, np. wystarczy plik exe otworzyć notatnikiem i zmienić ostatni bajt, by program (powiedzmy paint) zyskiwał funkcję otwierania jakichś plików graficznych, na które M$ nie dostał licencji (bzdury, ale na hipotetyczną sytuację się nadaje). Idąc za przykładem, ja mówię, że M$ powinien w łatach bezpieczeństwa poprawić to niedopatrzenie i paint.exe zabezpieczyć mocniej; natomiast Ty piszesz powyżej, że M$ może pozwać każdego, kto otworzył na swoim kompie, kupionym za swoje pieniądze, w pliku, którego kopię KUPIŁ, na własnym dysku, plik paint.exe w notatniku, albo nawet rozmawiał o takiej sytuacji w autobusie. PURE NONSENSE.

    Zupełnie co innego z piraceniem. To jest przestępstwo zupełnie niezależnie, czy program, treści, czy nośnik jest naszpikowany zabezpieczeniami jak jeż, czy tez zupełnie ich nie ma.

  24. 24. wariat

    Ale tak gwoli ścisłości. Naprawdę nie musisz klikać żadnego "zgadzam się" czy "agree" czy też "w tym miejscu składam podpis krwią młodej dziewicy", żeby być zobowiązanym do przestrzegania prawa autorskiego.

    Właściwie do tego miejsca masz racje

    W określonych przypadkach (ale bez wnikania w szczegóły podkreślam, że tylko w określonych przypadkach) obchodzenie zabezpieczeń czy nawet pokazywane jak tego dokonać może być traktowane jako naruszenie prawa autorskiego ze wszystkimi tego konsekwencjami.

    A tu miałbyś racje gdybyśmy np mieszkali w USA i mieli doczynienia z ichnim DMCA.

    np. http://pl.wikisource.org/wiki/Prawoautorskie%28ustawa%29#Oddzia.C5.823:Dozwolonyu.C5.BCytekchronionych_utwor.C3.B3w
    art 23.1
    Nie wymaga zezwolenia twórcy przejściowe lub incydentalne zwielokrotnianie utworów... mające na celu wyłącznie umożliwienie:
    2) zgodnego z prawem korzystania z utworu.

    Czyli chcesz zrobić kopie kupionej książki żeby ją przeczytać na innym urządzeniu? A kopiuj sobie.

    Albo tu:
    http://pl.wikisource.org/wiki/Prawoautorskie%28ustawa%29#Rozdzia.C5.829:Ochronaautorskichpraw_maj.C4.85tkowych

    art 79 pkt 6
    6. Przepis ust. 1 stosuje się odpowiednio w przypadku usuwania lub obchodzenia technicznych zabezpieczeń przed dostępem, zwielokrotnianiem lub rozpowszechnianiem utworu, jeżeli działania te mają na celu bezprawne korzystanie z utworu.

    Ale ty po prostu chcesz przeczytać książkę którą kupiłeś. To na prawdę nic złego nie jest, nawet pomijając prawo jako takie, nic złego się nie dzieje prawda?

    Polecam tez art 75 pkt 2 który co prawda dotyczy programów komputerowych, ale w jakiś sposób zaszyfrowana książka wykazuje podobieństwo do programu prawda? Więc przez analogię można się upewnić, że ustawa nie ma nic przeciw obchodzeniu zabezpieczeń, jeśli na ten przykład sprzedawca zapomniał o programie deszyfrującym na linuski ;-)

  25. 25. Tomek

    A czy to działa na plikach eclicto?

  26. 26. Spriggana

    @jonatankoot - ale to akurat problem tego, że Kindle obsługuje wyłącznie SWÓJ DRM. Książki z Virtualo/Empiku możesz czytać na iluśtam urządzeniach niezależnych producentów. Ci, którzy dali się wpuścić w eClicto są w tej samej sytuacji...

  27. 27. seremity

    <b>Spriggana</b> naprawdę? Bo z tego co ja wiem, to nie wszystkie czytniki poza Kindle i eClicto obsługują DRM...
    A sprzedawanie pdf'ów formatowanych na A4 to już wogóle porażka...

    A wracając do treści wpisu. Ło matko! Ja to przejdę, osoby bardzo dobrze obeznane z komputerem też, ale "normalny" człowiek?! Ratunku!

    Swoją drogą pdf z DRM też da się, ale jeszcze gorzej (a przynajmniej ja znam tylko taką metodę) - trzeba wyciągnąć tekst i usunąć niepotrzebne entery (oczywiście nie ręcznie tylko wg. pewnych schematów, ale efekt jest taki, że usuwa się ich mniej niż powinno).

  28. 28. Mori

    @jonatankoot:
    Dzięki.

    @Tomek:
    Nie, nikt nie złamał DRMu eClicto -- generalnie dlatego, że nikomu na tym specjalnie nie zależało. No i jest jeszcze FairPlay od Apple'a, który jest w iBookstore - jego łamali w przypadku muzyki, ale nie słyszałem nic o eBookach.

    @seremity:
    Ale, poza Kindle i eClicto, wszystkie poważniejsze eCzytniki obsługują ADEPTa. A że są cuda jak produkty Vedii, które nie obsługują niczego, to już insza inszość :P eClicto przynajmniej oferuje wsparcie własnej księgarni, więc jest gdzie kupić coś :P

    I nie, z PDFami postępuje się podobnie, tylko używa odpowiedniego skryptu do PDFów i już :P

  29. 29. phelcq

    A propos używania tej metody na Ubuntu (10.10), to jak już zauważono wcześniej, można to zrobić pod WINE. Ponieważ komuś może się to przydać, oto kroki (już po instalacji WINE).
    1. Trzeba zainstalować Pythona 2.7 dla Windowsów pod WINE.
    2. Trzeba zainstalować moduł PyCrypto dla Pythona 2.7 pod WINE.
    3. Skrypt pierwszy (do ściągnięcia klucza) uruchamiamy przez Pythona pod WINE. Wynik będzie zapisany w postaci pliku 'adeptkey.der'
    4. Trzeba sprawdzić czy mamy Pythona na Ubuntu - jeśli nie, to zainstalować.
    5. Następnie drugi skrypt do odszyfrowywania (ściągnięty według instrukcji w poście) uruchamiamy już nie z WINE, ale z konsoli w Ubuntu wpisując (będąc w katalogu ze skryptem) 'python [nazwa_skryptu].py'.
    6. Pojawi się okno dialogowe - wskazujemy klucz (jeśli sam się nie pojawił), plik źródłowy i podajemy nazwę pliku docelowego. Po wykonaniu mamy już czysty plik epub.

    Najważniejsze, że przy kolejnym odszyfrowywaniu powtórzyć trzeba tylko punkty 5-6.
    To tak, gdyby ktoś chciał wiedzieć, a nie wiedział jeszcze ;)

  30. 30. mmazur

    Eee, trzeba używać windowsowego pythona? Serio?

  31. 31. phelcq

    No niestety trzeba - ten skrypt działa tylko pod Windowsem (bo tak jest zainstalowany Adobe Digital Editions).

  32. 32. Mori

    Trzeba, ale przyczyna jest trochę inna. Tetrachroma, autor najnowszego ineptpdf ( http://tetrachroma.wordpress.com/ ) postawił warunek odnośnie wersji linuksowej ( http://tetrachroma.wordpress.com/2010/08/24/fileopen-pdf-security-handler-reverse-engineering/ ) -- czyli wysłanie mu skanu dotacji na EFF/Partię Piratów/Wikileaks -- a on ma się wtedy zastanowić nad zrobieniem wersji na Linuksa.

    Ktoś sprawdzał, czy starsza wersja ineptpdf (czyli 7.4, zanim Tetrachroma dodał do niej usuwanie FileOpena) działa od razu pod Linuksem? Bo to, że gdzieś po drodze jest potrzebny Windows (oryginalny lub emulowany) to insza inszość, mnie chodzi o sam skrypt finalny.

  33. 33. as

    Hm, podobnie trzeba się narzeźbić żeby otworzyć zabezpieczoną książkę w formacie mobi. Dlaczego kupować książki na mobi? Bo chociaż wybór mniejszy, są tańsze niż na Amazonie - nie płacimy za "darmowe" 3G.

    http://www.makeuseof.com/tag/how-to-strip-mobi-and-prc-ebooks-of-encryption/

    Sposób niestety nie sprawdzony (nie mam jeszcze Kindle), ale da się jakoś jak widać.

  34. 34. as

    PS. Na stronie empiku kilka dni temu pojawił się ichni czytnik:
    http://www.empik.com/czytnik-oyo,prod59190177,multimedia-p

  35. 35. niedakh

    zupełnie nie rozumiem w imię czego przyszło wam do głowy, żeby uznawać copyrighty w obecnym kształcie za coś godnego przestrzegania. równie dobrze moglibyście przekonywać XX-wiecznego rolnika, że powinien wrócić do pańszczyzny...

  36. 36. Marsjanin

    Zaraz, zaraz. Kopiowanie na użytek własny jest dozwolone, a że wymaga nieco więcej zachodu niż metoda „kątrol ce i fał” toteż zostało opisane na blogu… Jakie uznawanie copyrightów?

  37. 37. anks

    Regulamin Empiku:

    Klient nie może i nie jest uprawniony do:

    1. Rozpowszechniania ani wprowadzania do obrotu ebooków w całości lub we fragmencie;
    2. Modyfikowania e-booków;
    3. Komercyjnego wykorzystywania e-booków;

    Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

    Art. 118^1.

    1. Kto wytwarza urządzenia lub ich komponenty przeznaczone do niedozwolonego usuwania lub obchodzenia skutecznych technicznych zabezpieczeń przed odtwarzaniem, przegrywaniem lub zwielokrotnianiem utworów lub przedmiotów praw pokrewnych albo dokonuje obrotu takimi urządzeniami lub ich komponentami, albo reklamuje je w celu sprzedaży lub najmu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

    2. Kto posiada, przechowuje lub wykorzystuje urządzenia lub ich komponenty, o których mowa w ust. 1, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

  38. 38. mcv

    Zawsze mnie śmieszył punkt 1. Skoro skuteczne, to jak można robić do nich obejścia? ;-)

  39. 39. Jajcuś

    @anks: te zapisy trzeba sprawdzić w sądzie. Punkty regulaminu niezgodne z prawem są nie ważne, a IMHO punkt 2. jest niezgodny co najmniej z „duchem” prawa dozwolonego użytku.

    Co do ustawie o prawach autorskich. Jeżeli artykuł 118 uznać za precyzyjny i wiążący, to można z niego wywnioskować, że nielegalne jest posiadanie komputera czy chociażby oprogramowania do odtwarzania DVD pod Linuksem.

    Zresztą, co to jest „niedozwolone usuwanie lub obchodzenie”? Może w przypadku dozwolonego użytku wszelkie obchodzenie jest dozwolone? A o to, mniej-więcej, w powyższym artykule chodzi. O normalny użytek tego co się kupiło.

    Na szczęście nonsensownych regulaminów, ani nawet zapisów prawa nie stosuje się wprost :)

  40. 40. anks

    @jajcuś

    Dozwolony użytek ma miejsce w przypadku utworów sensu largo, modyfikowane przez szczegółowe uregulowania dot. programów komputerowych - w świetle polskich przepisów e-book z DRM jest programem. (Albo przynajmniej nowym utworem, którego integralność jest chroniona.)

    Oczywiście, można znaczenie art. 118^1 zredukować do absurdu, tak jak przepis z KK odnośnie definicji "niebezpiecznego narzędzia", ale w tym poście autor zaprezentował skrypty, które zajmują się tylko i wyłącznie zdejmowaniem DRM.

    Inna sprawa, że w ogóle instytucja DRM jest ograniczeniem prawa do dozwolonego użytku, ale jakoś nikt z tym nic nie robi - zarówno u nas, gdzie póki co, jest to przedmiotem jedynie dywagacji ze strony teoretyków prawa, jak i zagranicą.

  41. 41. Jajcuś

    Myślę, że jednak przede wszystkim eBook jest dziełem w sensie „artystycznym”. W końcu jako autor podany jest pisarz, nie programista, ale jeżeli potraktujemy go jako program, to tym bardziej otwarte są furtki do jego modyfikacji „dla zapewnienia kompatybilności”.

    „Tym poście autor zaprezentował skrypty, które zajmują się tylko i wyłącznie zdejmowaniem DRM.”

    Jedną z podstawowych odtwarzaczy DVD pod Linuksem jest łamacz CSS i/lub zestaw „kradzionych” kluczy. Czasem to jest osobny komponent, który służy tylko i wyłącznie do łamania zabezpieczenia. Bez tego nie można byłoby pod Linuksem obejrzeć większości legalnie kupionych filmów na DVD. Czy dystrybutorzy Linuksa z funkcją odtwarzania DVD łamią prawo? Czy posiadanie takiego oprogramowania na własnym komputerze jest nielegalne? Czy odpowiedź „tak” na te pytania nie byłaby absurdem?

    Dokładnie taki sam przypadek mamy tutaj.

  42. 42. anks

    Ja też stoję na stanowisku, że zdjęcie DRM jest ulepszeniem "programu" :D

    A serio - ja wiem, że e-book jest przejawem ekspresji autora, ja z tym nie dyskutuję - chodzi o to, jak to wygląda w świetle polskiego prawa, które w tej kwestii nie przystaje do realiów trochę.

    Generalnie mam wrażenie, że ten art. 118 jest trochę z dupy - kupiłam dzisiaj Wprost w epubie z DRM w Legimi. Mam kindle, więc żeby sobie na nim przeczytać tego e-booka, muszę zdjąć DRM. Po przeczytaniu pewnie wywalę to czasopismo. Na logikę, nikt nie ucierpi na tym, że pozbawiłam plik zabezpieczeń, bo zrobiłam to na własny użytek. Podejrzewam, że gdyby mnie ktoś z tego tytułu pozwał, to sprawa zostałaby umorzona ze względu na niską szkodliwość czynu.

  43. 43. mmazur

    No to teraz wszyscy zbiorowo trzymamy kciuki, żeby ta blognotka też miała niską szkodliwość czynu :)

  44. 44. anks

    co do zaś tych skryptów - służą one do przechwytywania klucza z Digital Editions - nie widzę tam innego zastosowania, analogicznego do tego odtwarzacza dvd z linuksa.

  45. 45. Marsjanin

    Co do ustawie o prawach autorskich. Jeżeli artykuł 118 uznać za precyzyjny i wiążący, to można z niego wywnioskować, że nielegalne jest posiadanie komputera czy chociażby oprogramowania do odtwarzania DVD pod Linuksem.

    Nieprawda. Można sobie to przetłumaczyć dla przykładu jako: urządzenia lub ich komponenty przeznaczone do zabijania i odpowiedzieć: nóż przeznaczony jest do krojenia, a nie zabijania. Zabić również nim można, jednak posiadanie noży jest legalne. Dodajmy, że program lub zamieszczony w internecie przepis na użycie kilku programów w jakimś celu nie jest ani urządzeniem, ani komponentem urządzenia.

  46. 46. a_patch

    Dodam swoje trzy grosze. Otóż stworzono pluginy do Calibre. Działa to transparentnie, więc nie ma żadnych kwasów z Pythonami i takim tam. Ciągle trzeba ściągnąć plik za pomocą Adobe Digital Edition, ale potem to już bułka z masłem: dodanie do biblioteczki w Calibre i transfer albo za pomocą kabla, albo wysyłając na swoje Kindle'owe konto mailowe.

  47. 47. Isidatta

    Przepraszam, ale co znaczy slowo "odpalic" uzyte pare razy w 13 krokach?

  48. 48. mmazur

    Uruchomić.

  49. 49. Anka

    Dzięki za ten poradnik! :) Faktycznie, jak się już wszystko pościąga, idzie błyskawicznie, ale sama w życiu nie wpadłabym na to, jak to zrobić. Jeszcze żeby empikowe ebooki mogły kosztować tyle, co papierowe, a nie więcej...

  50. 50. Paweł

    Dzięki za ten poradnik. Właśnie przetestowałem i udało się :)

  51. 51. Michalek

    Nie jestem prawnikiem, ale powiedziałbym:

    Nie stresuj się - zgodnie z polskim prawodawstwem, to co zrobiłeś jest legalnym "reverse engineering for interoperability".
    Nawet jeśli firma mogłaby Ciebie oskarżyć o złamanie licencji, to byłby to pozew cywilny...

  52. 52. Tom11111

    A czy ktoś wie może dlaczego po wykonaniu 11 punktów z listy powyżej i dojściu do punktu 12, skrypt zamiast rozszyfrować mi plik, wywala błąd o treści:

    Exception in Tkinter callback
    Traceback <most recent call last>:
    File “C:\Python27\lib\lib-tk\Tkinter.py”, line 1410, in call
    Return self.func<*args>
    File “C:\Users\Tom\Desktop\Kindle\pastie-1032773.py”, line 431, in decrypt
    self.status [‘text’] = ‘Error: ‘ + str<e>
    UnicodeEncodeError: ‘ascii’ codec can’t encode characters in position 47-48: ordinal not in range <128>

    Będę wdzięczny za pomoc.

  53. 53. kjonca

    Czy ktoś może poratować pycrypto dla pythona2.7 windows 64bit? Może słabo szukałem, ale widzę tylko źródła (trzeba cygwina?)

  54. 54. Pedritto

    Pytania zielonego w temacie e-booków i DRM:
    a) Czy da się zdjąć DRM na Win7?
    b) Jakich czytników używacie i jakie polecacie?

    Zamierzam lada dzień kupić e-czytnik, a nie chciałbym się naciąć na taki, z którym będę miał problemy z DRM-ami. Zamierzam książki wypożyczać ;) z sieci i kupować w Empiku. Głównie polska fantastyka lub tłumaczenia.

    Wielki dzięki za odpowiedzi!
    Pozdrawiam!

  55. 55. Pedritto

    Chyba znalazłem odpowiedź na pytanie a) - dla innych zainteresowanych tematem daję linka:
    http://swiatczytnikow.pl/jak-czytac-e-booki-z-drm-na-kindle-konwersja-w-30-sekund/

    W dalszym jednak ciągu chętnie poznam odpowiedź na pytanie:
    - Jakich czytników używacie i jakie polecacie?

    Dzięki i pozdrawiam!

  56. 56. ona

    Kupiłam sobie książkę, epub z jakimś dopiskiem- tak myślałam. Po czym ściągam a tu jakieś coś co książką nie jest. wklepałam fraze" adobe drm" w google i to co widze mnie przeraza: podawanie danych osobowych, rejestrowanie, robienie czegoś na co zupełnie nie miałam ochoty. Tutoriale jak sobie poradzić sobie z tym zabezpieczeniem nie bardzo działały, sama do końca nie wiem dlaczego. Namęczyłam się, nadenerwwałam, powkurwiałam dzęki temu całe moje otoczenie, co najmniej tak dałam im popalić jakbym przed okresem była. W koncu doszłam dlaczego nie daje sobie z tym rady. Jestem bardzo poczatkujaca uzytkowniczka linuksa i zupełnie zapomnialam o tym fakcie! dzieki temu kot mnie nienawidzi przyjacółka jest śmiertelnie obrażona, a matka chyba do mojego zaproszenia na slub więcej się nie odezwie. To wszystko tylko i wyłącznie dzięki cudownemu zabezpieczeniu jakim jest adobe drm. Tak wiele za tak niewiele, można by rzec. Swoją drogą dziękuję Ci autorze za ten artykuł, teraz juz wiem ze musze poszukac jakąś bardziej ogarnieta osobę do pomocy i nie porywać się z motyką na słońce. To idę szukać kogoś kto ma maszyne z windowsem....

Adde commentarium: (markdown)



WARNING: This blog is likely to lose your comment (it's an old system). Use the Lazarus browser addon to prevent that from happening ever again.